Ponieważ w dalszym ciągu obchodzi się „Dzień Kobiet” ale już się nie daje każdej kobiecie czerwonych goździków, jak dawniej w PRL-u., dziś raczej musimy mówić o zadaniu kobiet w rodzinie. Napisała do mnie moja wierna czytelniczka z Kołobrzegu – Dlatego chciałabym się cofnąć w czasie.

list

Słuchałyśmy opowieści historycznych, legend i bajek. A babcia umiała pięknie opowiadać. Bajki ówczesne nie straszyły złymi skrzatami lub potworami i ich złośliwością. Były łagodne, pełne przygód w których zawsze zwyciężały dobroć i miłość. Nie było komputerów ale była mądrość babci, mamy i ciotek, i biblioteka domowa pełna ciekawych książek, z którymi od najmłodszych lat byłyśmy zaprzyjaźnione. Często babcia lub mama czytały Pismo św. , wybierając urywki zrozumiałe dla nas, dzieci.

Ciocie wprowadzały nas w zaczarowany świat poezji i muzyki. Często podczas spacerów po wileńskich wzgórzach jedna z ciotek deklamowała wiersze naszych poetów. Jeden z nich „Powrót taty” szczególnie utkwił w mojej pamięci. Bardzo często poezję mówiono lub czytano tak, aby ją odczuć i zrozumieć wszystkimi zmysłami.

Dzięki Ci Boże za moje babcie, ciotki i ukochaną mamę, były one chodzącymi encyklopediami, pełne mądrości, miłości i dobroci.To dzięki nim nauczyłam się kochać poezję, muzykę, i czytać książki.Nauczyły jak żyć, aby kochać Boga, bliźnich i Ojczyznę. .

To takie kobiety jak babcia, mama, ciotki były bohaterkami, o których już się nie mówi. To one były przez cale życie gotowe do poświęceń rodzinie i Ojczyźnie. Ciche, dobre, skromne kobiety.

Kiedy ja byłam młoda – bo Pani Danuta należy do pokolenia starszego ode mnie i jeden stopień – jeszcze „ciotki” też funkcjonowały, i dlatego w czasie wakacji miałam gdzie wyjechać. Wikt i dach nad głową zapewniony. Dzięki temu byłam: we Władysławowie, w Sopocie, w Tomaszowie Mazowieckim, w Lidzbarku Warmińskim, we Wrocławiu, a nawet w Paryżu, Tuluzie i w Bretanii. Święta spędzało się kiedyś też z szeroko pojętą rodziną, nawzajem odwiedzając się i goszcząc.

A jak jest dzisiaj? Babcie przeważnie pomagają w opiece nad wnukami, z konieczności. Bo czasem wolą pracować, lub zajmować się sobą. Jeśli jakaś się buntuje, to maluch skazany jest na żłobek. A tymczasem ona sama rozwija się na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Jeśli zaś mają małe emerytury (a taka jest większość) to cały ich wysiłek skierowany jest na przeżycie. I na własne zdrowie, bo to przecież podstawa.

A co z ciotkami? Z moich obserwacji wynika, że ciotki gromadzą się razem, żeby chodzić wspólnie do siłowni, na basen, na fitness, a nawet do pubu na piwo… No i przede wszystkim próbują przegonić mężczyzn w pracy. Rywalizują z nimi, kształcą się, osiągają coraz wyższy poziom życia. I wcale nie myślą o siostrzeńcach, siostrzenicach czy innych bratankach. Nie mają na to czasu!

Nagle budzą się pewnego dnia w pięknym mieszkaniu, same, samiuteńkie. I okazuje się, że przegapiły moment, gdy mogły założyć własną rodzinę. Piszą więc do „Niedzieli”, do rubryki korespondencyjnej, żeby poznać kogoś odpowiedniego. Ale wszyscy „odpowiedni” już zostali zaobrączkowani, i pozostają sami wybrakowani.
Tak to widzę. Może się mylę? Chyba nie bardzo, bo to ja przecież prowadzę tę rubrykę korespondencyjną w „Niedzieli”….